Długo oczekiwane, pierwsze wakacje z dzieckiem… okiem Wesołej Mamy

No dobra, tak naprawdę nie tylko wakacje z dzieckiem tylko całkiem rodzinnie z wujkiem, ciocią, kuzynostwem i dziadkami, ale dla nas były to pierwsze wakacje, odkąd Kostek pojawił się na świecie. I wcale nie dlatego, że baliśmy się wcześniej wyjechać – bo za mały, bo zmiana klimatu, bo za daleko… Jakoś tak się poprzedni sezon urlopowy ułożył, że zanim się zaczął, już się skończył i po prostu nie zdążyliśmy. Dzięki temu te wakacje były wyjątkowe i na pewno długo zostaną w naszej pamięci. Po pierwsze właśnie dlatego, że spędzaliśmy je z naszym wymarzonym synem. Po drugie zaś dlatego, że odwiedziliśmy nasze wymarzone miejsce na ziemi – Toskanię. Po trzecie – bo w końcu mogliśmy chwilę odpocząć i oderwać się od codzienności.

Pierwsze wakacje z dzieckiem

Najważniejsza jest organizacja …

Pierwsze wakacje z naszym Ancymonkiem okazały się dla nas nie lada wyzwaniem, chociaż nasze przygotowanie do tego wyjazdu oceniam na 5+. Mimo tego, że pakowaliśmy się tak naprawdę w dniu wyjazdu, walutę wymienialiśmy w dniu wyjazdu, a nocleg po drodze, rezerwowaliśmy w nocy tuż przed wyjazdem, czyli wszystko było na wariackich papierach.

Okazało się, że z zawsze poukładanej i zorganizowanej kobiety, którą byłam przed ciążą, po porodzie stałam się entuzjastką spontaniczności, a nawet lekkiego chaosu. Udało nam się jednak nie zapomnieć ani jednej niezbędnej rzeczy. Torba Kostka z zabawkami na drogę zawierała wszystkie niezbędne elementy: kwa-kwa, hau-hau, kum-kum i kicię oraz oczywiście traktor, a także wszystkie niezbędne w tym momencie książeczki – pierwszy atlas Polski, Kicię Kocię oraz Króla Lwa, więc podróż minęła w miarę sprawnie. Nie obyło się oczywiście bez chwil zniecierpliwienia ze strony naszego synka, bo ile można jechać monotonnymi autostradami? Na szczęście już drugiego dnia podróży Kostek znalazł sobie sposób na nudę w aucie i po prostu po paru minutach od ruszenia zasypiał i budził się dopiero podczas postoju.

Czy słońce, czy deszcz – najważniejsze, że razem

Już na miejscu natomiast przekonałam się, że Włochy nie zawsze są słoneczne i nas akurat postanowiły przywitać deszczem, więc brakowało mi podczas naszego pobytu trochę cieplejszych butów, kurtki z kapturem i przede wszystkim kaloszy… Miałam za to kilka strojów kąpielowych, nowe zabawki dla Kostka do basenu i lodówkę turystyczną, żeby w aucie się nam w tych „wysokich” temperaturach prowiant nie ugotował.

Mimo niesprzyjającej pogody, która przeorganizowała nam wyobrażenie o tym, jak spędzimy ten rodzinny tydzień, bawiliśmy się bardzo dobrze. Ponieważ leżenie nad basenem w deszczu nie należało do najprzyjemniejszych rozrywek, codziennie robiliśmy sobie wycieczki do przepięknych miast i miasteczek, degustowaliśmy lokalną kuchnię i piliśmy litry kawy oraz wina. Zdarzyło się nam też zjeść lody cytrynowe – nasze wspomnienie z podróży poślubnej również spędzonej we Włoszech i były to chyba najdroższe lody, jakie przyjdzie nam kiedykolwiek w życiu zjeść…W podobnej cenie dwa sklepiki dalej widziałam piękne skórzane sandałki. Dlatego ostrzegam lojalnie przed kupowaniem lodów we Florencji – są pyszne, ale warto najpierw spytać o cenę 🙂

Wszystko super, gdyby nie te serpentyny

Jedynym minusem tych naszych wojaży były… zakręty oraz jazda w górę i w dół. Za pierwszym razem, gdy zobaczyliśmy prawie pionowy zjazd do posiadłości, w której mieliśmy nocować, potraktowaliśmy to jak dobrą rozrywkę i wyzwanie, jednak na dłuższą metę okazało się to męczące. Szczególnie dla Kostka, który mając niespełna dwa lata jeszcze nie umiał sobie poradzić z zatykającymi się uszami i żołądkiem przesuwającym się raz w lewo, raz w prawo przy każdym kolejnym zakręcie.

Na szczęście bieganie po kocich łbach i gonienie gołębi na włoskich ryneczkach rekompensowało mu te niedogodności związane z dojazdem. Aaa i jeszcze chleb, który Włosi podają do każdego posiłku, też potrafił go zawsze uspokoić – jak miał swoją „bułę”, to więcej do szczęścia nie potrzebował.

Toskania zrobiła na nas ogromne wrażenie. Krajobrazy, które mogliśmy podziwiać nawet znad „naszego” basenu zapierały dech w piersiach – gaje oliwne, winnice i piękne kamienne domy i zamki na wzgórzach… Tydzień to zdecydowanie za krótko, by wyjeżdżając nie czuć niedosytu, dlatego na pewno tam jeszcze wrócimy.
Kostek nauczył się mówić „ciao”, a także zaczął używać wołacza „mamo!”. Znalazł też swój powód do kochania Toskanii. Symbolem tego regionu jest dzik…, czyli wg naszego syna Peppa…

Pierwsze rodzinne wakacje z dzieckiem uważam za udane. Warto było czekać na nie dwa lata 🙂

Julita Stępień-Wdowiak - menedżer || Centrum Okołoporodowe Wesoła Rodzinka
Julita Stępień-Wdowiak
Menedżer i pomysłodawczyni Centrum, Promotor Karmienia Piersią, instruktor masażu Shantali i mama – osoba do zadań specjalnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *